Miliona złotych nie żałowano, a pasażerowie nie dopłynęli. Dlaczego wodny szlak wymagał natychmiastowej korekty?
Ponad milion złotych – tyle kosztuje tegoroczna edycja Samorządowego Szlaku Wodnego na Pomorzu Zachodnim. Już po pierwszym miesiącu kursowania trasa i godziny rejsów musiały zostać zmienione, bo pierwotna oferta nie spełniała oczekiwań pasażerów. Czy to oznacza, że publiczne pieniądze zostały wydane na projekt, który od początku był skazany na poprawki?
Pierwszy rozkład – czy ktoś zapytał pasażerów?
Głównym zarzutem ze strony mieszkańców i turystów był brak bezpośredniego połączenia z Świnoujściem. W pierwotnym rozkładzie podróż wymagała przesiadek lub pozostawiała zbyt mało czasu na plażowanie i zwiedzanie. Od 1 sierpnia jednostki znów kursują bezpośrednio między Świnoujściem a Nowym Warpnem, z pominięciem postoju w Trzebieży, a rejsy zaplanowano w soboty i niedziele.
Powiat Policki tłumaczy, że zmiany są odpowiedzią na liczne sugestie pasażerów. Pytanie pozostaje jednak otwarte: dlaczego tak oczywistych potrzeb nie uwzględniono przed rozpoczęciem sezonu? Jeżeli już po kilku tygodniach trzeba usuwać postoje i przywracać bezpośrednie rejsy, trudno mówić wyłącznie o kosmetycznej korekcie.
Milion złotych na wodne połączenia – kto płaci i za co?
Łączna wartość umów z operatorami wynosi około 1 020 000 zł. Firma Secco ma otrzymać 630 000 zł, a Adler-Schiffe Polska – 390 000 zł. Poszczególne samorządy przeznaczają na projekt od 75 000 do 150 000 zł. Dotacja pokrywa część kosztów funkcjonowania, ale pasażerowie nadal płacą za bilety.
Od sierpnia bilet normalny w jedną stronę na trasie Świnoujście–Nowe Warpno kosztuje 60 zł, w obie strony 75 zł, a bilet rodzinny w dwie strony – aż 210 zł. Przy takiej kwocie oczekiwania wobec jakości usług są tym większe.
Bez danych nie ma oceny – czego dowiemy się po sezonie?
Aby uczciwie ocenić projekt, mieszkańcy powinni poznać konkrety:
- liczbę pasażerów na każdym rejsie i średnie wykorzystanie miejsc,
- wpływy ze sprzedaży biletów oraz koszt jednego kursu,
- wysokość dopłaty przypadającej na jednego pasażera,
- liczbę rejsów odwołanych lub wykonanych z niską frekwencją.
Dotychczas samorządy nie opublikowały tych danych. Bez nich trudno jednoznacznie stwierdzić, czy tegoroczna edycja to sukces, czy kosztowny niewypał. Sama konieczność szybkiej zmiany rozkładu sugeruje, że pierwotna koncepcja wymagała poważnej korekty.
Kwestia dotyczy nie tylko wakacyjnej atrakcji, ale przede wszystkim gospodarowania publicznymi pieniędzmi. Mieszkańcy Szczecina, Polic, Nowego Warpna i okolic mają prawo wiedzieć, czy tramwaj wodny faktycznie służy ich potrzebom, czy stał się jedynie drogim eksperymentem.
Sierpniowa korekta trasy może uratować drugą część sezonu – bezpośredni rejs i możliwość spędzenia kilku godzin nad morzem są znacznie atrakcyjniejsze. Pytanie, czy frekwencja wzrośnie na tyle, by projekt obronił się finansowo, czy będzie to jedynie próba ratowania wizerunku przed końcem wakacji. Odpowiedź poznamy, gdy urzędnicy przedstawią twarde liczby.
Informacje przekazał Powiat Policki oraz operatorzy połączeń wodnych.
Komentarze (0)
Brak komentarzy. Bądź pierwszy!